Ja spróbowałem - mnie się udało
Prosty to sposób, jest dużo wrażeń
Trzeba skorzystać ze swoich marzeń
Myślami swymi przez góry, lasy
Wędrować można w odległe czasy
Przymknąłem tylko lekko powieki
I czas się cofnął dwadzieścia wieki
Początek ery, nowe stulecie
Teraz już mieszkam tu, w Nazarecie
W małym mieszkanku, mama i tata
I ja, mam chyba ze cztery lata
A po sąsiedzku mieszka rodzina
I w moim wieku też mają syna
Od urodzenia dobrze się znamy
Razem bawimy się, razem biegamy
W słońcu gorącym, po piasku płowym
W gaju oliwnym, w lasku palmowym
Pośród przyrody pięknej krainy
Spędzamy wspólnie długie godziny
W pobliżu rosną trzy sykomory
Wielkie to drzewa, są jak potwory
Ale w ich cieniu dobrze przebywać
Można położyć się, odpoczywać
Prawie codziennie tutaj siadamy
O różnych rzeczach opowiadamy
Dziwię się nieraz, mało rozumiem
On jak ja mały - a wiele umie
Wczoraj mi lekcję taką fundował
Mówił jak Pan Bóg świat nasz budował
Jak powstawały morza i góry
Jak tworzył lądy, na niebie chmury
Ryby, zwierzęta, rośliny, drzewa
I skąd się wzięli Adam i Ewa
Dzisiaj powiedział, że przyszła pora
Bym się dowiedział co to pokora
Co nazwać grzechem, pychą, zazdrością
Obłudą, kłamstwem, fałszem i złością
Jak zło omijać - mi podpowiada
Jak rękę podać, gdy ktoś upada
Ale najchętniej z wielką radością
Uczy jak darzyć wszystkich miłością
Piękne są lekcje - te o pokoju
Tyle w nich dobra, ciepła, spokoju
Każda z nim chwila cudna, ciekawa
I ta rozmowa, no i zabawa
Jeszcze dziś biegi będą po łące
Dziś policzymy kropki biedronce
Pofiglujemy z osiołkiem chwile
I odwiedzimy nasze motyle
A gdy dzień minie, spać przyjdzie pora
To się skąpiemy w wodzie jeziora
Ale nie zasnę jeszcze - albowiem
Bym nie zapomniał to co opowiem
Figi są smaczne i bardzo zdrowe
Rośnie tu sobie drzewo figowe
Niezbyt wysokie - ale my wiemy
Że tych owoców nie dosięgniemy
Mali jesteśmy - to nas przerasta
Wdrapać się będzie trzeba i basta
Po pniu figowca jaki on śliski
Już dotykałem zielone listki
I bach! Z wysoka na ziemię spadłem
Strachu się bardzo wtedy najadłem
Mamusia jego w pobliżu była
Wzięła na ręce mnie - przytuliła
Mówiła nie płacz - ucałowała
Guza na czole mi pogłaskała
Przestało boleć, już nie płakałem
W oczach jej: dobro, miłość ujrzałem
Miłość, o której mało wiedziałem
Dobro, o którym się dowiedziałem
Pod sykomorą, w długich rozmowach
W pięknych przykładach, w kochanych słowach
To wszystko czego tutaj doznałem
Świat dawny, inny, który poznałem
Zieleń pagórków i zapach lasów
Wszystko zabieram do swoich czasów
Jestem u siebie - koniec podróży
Znów w swoim kraju - znów jestem duży
Ta sama ziemia, to samo słońce
Ale nas dzieli lat dwa tysiące
Pragnąłem bardzo w niejednej chwili
Żebyśmy razem tutaj przybyli
Mówiłeś smutno - tak od niechcenia
Że jakąś misję masz do spełnienia
Nie rozumiałem, byłem za mały
Teraz Twą misję zna już świat cały
Miłość bliźniego Twe imię budzi
Dziś mieszkasz w sercach milionów ludzi
Próżno się wtedy bardzo martwiłem
Że z Twoich czasów sam powróciłem
Jesteś wciąż ze mną, co dzień od rana
Jest też Mamusia Twoja kochana
Moje pragnienia Tobie zanosi
A gdy upadam, to mnie podnosi
Złe ciemne chwile mnie nie przestraszą
Bo dla nas dzisiaj jest Matką naszą
Radzę w dzisiejszym świata hałasie
By ktoś spróbował podróży w czasie
Bo ja nie czekam, przymknę powieki
Znowu się cofnę dwadzieścia wieki
I znowu będzie pierwsze stulecie
Znów mieszkać będę, tam w Nazarecie
On i ja mały, boso po łące
Znów policzymy kropki biedronce
Pod sykomorą będziemy siadać
o Bogu, niebie znów opowiadać
A gdy zmęczeni, będziemy może
To popływamy sobie w jeziorze
Roman Krajewski